Zamiast rozwodu

Co ma bardziej tragiczne konsekwencje dla dziecka – śmierć rodzica, czy rozwód? Czy rozwód w sytuacji gdy mąż znęca się nad żoną przerywa spiralę przemocy? Czy rodzice oddani swemu dziecku są w stanie zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i dobre warunki rozwoju po rozwodzie?

 

Co jest lepsze dla dziecka – rodzina, w której nieszczęśliwi małżonkowie pozostają ze sobą dla dobra dzieci czy szczęśliwe nowe związki po rozwodzie? Na te pytania odpowiada Judith Wallerstein w książce "The Unexpected Legacy od Divorce, the 25 year landmark study".

Rozwód gorszy niż śmierć?
Profesor Judith S. Wallerstein jest postacią o tyle niezwykłą, że deklaruje się jako zwolenniczka rozwodów. Rozwód uważa za pozytywną  zdobycz ruchu feministycznego i broni prawa ludzi rozczarowanych jakością małżeństwa do rozstania. Od kilkudziesięciu lat pracuje z rozwodzącymi się małżonkami i ich rodzinami. W latach 70 postanowiła raz na zawsze udowodnić naukowo, że rozwód jest najlepszym rozwiązaniem niesatysfakcjonującej sytuacji rodzinnej zarówno dla małżonków jak i ich dzieci. Irytowały ją argumenty przeciwników rozwodów, uważających że rozstanie rodziców odbija się ujemnie na późniejszym rozwoju dzieci. Badaniem objęła grupę kilkuset dzieci z rozbitych rodzin, prowadząc z nimi w kilkuletnich odstępach obszerne wywiady oraz zbierając dane o jakości życia – ocenach szkolnych, wykształceniu, związkach, rodzicielstwie, aborcjach, pracy, chorobach... Dopiero w roku 2000 opublikowała kompletne wyniki swoich badań, które można streścić w jednym zdaniu: "Rozwód jest najgorszą krzywdą jaką możecie wyrządzić swojemu dziecku."

Badania te podsumowuje Zenon Chocimski w artykule "Trzej heretycy" (Fronda 36/2005):
"Raport Judith Wallerstein nie pozostawia najmniejszych wątpliwości: dzieci z rozbitych domów mają gorsze wyniki w nauce, częściej porzucają szkołę, są nadreprezentowane w grupach osób pozbawionych wykształcenia, są statystycznie biedniejsze i bardziej narażone na poczucie bezdomności, częściej chorują i łatwiej stają się ofiarami wypadków. W większym stopniu nadużywają alkoholu i narkotyków oraz mają większe trudności z kształtowaniem dobrych relacji w założonych przez siebie rodzinach. (…) Takie dzieci wcześniej od swoich rówieśników przechodzą inicjację seksualną, rzadziej się pobierają i częściej rozwodzą – w ten sposób przekazując swoje problemy kolejnemu pokoleniu. (...)Wallerstein porównywała także traumę, jaka wywołuje śmierć jednego z rodziców, z nieszczęściem wynikłym z rozwodu. Okazało się, że dzieci są w stanie łatwiej i mniej boleśnie pogodzić się z tym pierwszym niż z drugim."


Wyniki badań – nadal aktualne?
Gdy pierwszy raz wspomniałam o wynikach badań w jednym z artykułów, zostały one z mety zbagatelizowane stwierdzeniem: "Nie można sobie radośnie odnosić sytuacji z czasów gdy rozwody były marginesem, do czasów gdy są wręcz normą." To ważny argument. W Polsce rzeczywiście liczba rozwodów właśnie dziś lawinowo wzrasta. Jednak w USA  gdzie prof. Wallerstein prowadziła badania, "rozkwit" liczby rozwodów zaczął się już pod koniec lat 60. Co jednak ważniejsze – czynnikiem najbardziej tramautycznym dla dziecka, mającym najtragiczniejsze dla niego skutki jest nie reakcja otoczenia lecz sam fakt rozbicia rodziny.  Innymi słowy – nieważne, czy rozwodzi się 1% czy 90% małżeństw – skutki rozwodu zawsze są tak samo tragiczne. Świadomość, że w podobnej sytuacji są tysiące innych ludzi – nic nie zmienia. Przyzwolenie społeczne na rozwody i ich spowszednienie – nic nie zmienia dla dziecka, dorastającego nastolatka a później dorosłego.
Dzieje się tak dlatego, że zostaje zburzone podstawowe zaufanie do rodziców, wiara w ich bezwarunkową miłość, zniweczone zostaje poczucie bezpieczeństwa.  W zamian za to dziecko zostaje w świadomy lub (częściej) nieświadomy sposób obarczone odpowiedzialnością za rzeczy wykraczające poza jego możliwości radzenia sobie. Jednak do konkretów.

Mity rozwodowe.
"Dwa fałszywe założenia stanowią fundament naszych obecnych postaw wobec rozwodów. Pierwsze zakłada, że jeśli rodzice są szczęśliwsi, dzieci też będą szczęśliwsze. Nawet jeśli dzieci są zestresowane rozwodem, kryzys będzie przejściowy ponieważ dzieci są elastyczne i zaradne, więc szybko się z tego otrząsną. Dzieci nie są rozważane w oderwaniu od rodziców; ich potrzeby a nawet myśli są podporządkowane agendzie dorosłych. (...)  W rzeczy samej wielu dorosłych uwikłanych w nieszczęśliwe małżeństwa byłoby zdumionych dowiedziawszy się, że ich dzieci są relatywnie zadowolone. Jest im obojętne czy mama i tata śpią w osobnych łóżkach, jak długo rodzina jest razem. (…)
Drugi mit oparty jest na założeniu, że rozwód jest przejściowym kryzysem, którego najbardziej raniące efekty ujawniają się w momencie zerwania. (…) Dorosłe dzieci z rozbitych rodzin mówią głośno i wyraźnie, że złość rodziców w momencie rozwodu nie była tym, co najbardziej zaważyło na ich życiu. O ile nie było przemocy, wysokiego poziomu konfliktu, mają tylko zamglone wspomnienia tego teoretycznie krytycznego momentu (…) To wiele lat życia w porozwodowej lub wtórnej rodzinie było znaczące, to poczucie smutku, samotności i złości w czasie dzieciństwa..."   1

Badania wykazały jednoznacznie – nawet gdy rodzice czują się lepiej po rozwodzie, dzieci cierpią. Szczęście lub co najmniej ulga rozwiedzionych rodziców zawsze  pojawia się kosztem dziecka. A nawet jeśli mama i tata  mimo rozwodu dokładają najwyższych starań by być dla dzieci dobrymi rodzicami, ich dzieci doświadczają straty niemożliwej do nadrobienia. Nawet w przypadku starannie przygotowanego "polubownego" rozwodu dzieci schodzą na drugi plan. Rodzice muszą ułożyć sobie na nowo życie. Nawet jeśli nie wchodzą momentalnie w nowy związek, muszą zorganizować całe swoje życie zawodowe, rodzinne, towarzyskie. Nowe mieszkanie, nowy podział obowiązków, negocjacje z byłym partnerem dotyczące wszystkich praktycznie aspektów życia, leczenie własnych ran emocjonalnych itp. sprawiają, że fizycznie i psychicznie rodzice nie są w stanie mimo najlepszych chęci zapewnić dziecku dobrych warunków rozwoju. Sytuacja taka ciągnie się często latami, a gdy w końcu rodzice pozbierają się trudno uleczyć rany zadane dzieciom.

"Ani jeden z mężczyzn, ani jedna z kobiet z rozbitych domów, których losy opisuję w tej książce nie chcieli by ich dzieci powtórzyły ich doświadczenia z dzieciństwa. Nikt nie powiedział" Chcę by moje dzieci żyły w dwóch gniazdach, a nawet w dwóch willach". Zazdrościli rówieśnikom z pełnych rodzin. Ich całe życie obala mity, w które uwierzyliśmy." - pisze Judith Wallerstein.

Pięć typowych historii
Autorka opiera się w książce nie tylko na danych zebranych z kilkuset wywiadów, lecz też na doświadczeniach ponad 6000 rodzin, które przewinęły się przez jej centrum pomocy rodzinie w kryzysie. W książce zebrała też wyniki kilkudziesięciu badań naukowych prowadzonych na wielotysięcznych grupach ludzi, opisujących skutki rozwodów. Rezultatem jest pięć typowych scenariuszy życiowych dzieci z rozbitych domów.

1) Odwrócenie ról – gdy dziecko staje się opiekunem rodziców
W pierwszym z typowych scenariuszy jedno z dzieci (często najstarsze) wchodzi w rolę zastępczego rodzica dla rodzeństwa oraz emocjonalnego substytutu małżonka. Rodzice opowiadają często z dumą o takich dzieciach: "Jest dla mnie wielkim wsparciem, jest odpowiedzialne, doradza mi w różnych sprawach, złote dziecko." - nie zauważając, że dzieje się to kosztem dzieciństwa. Dzieci takie poświęcają swoje przyjaźnie, zajęcia pozaszkolne, a co najgorsze – poczucie bycia dzieckiem – by wspierać rodziców. W zamian mają poczucie "ocaliłem/am życie mojej mamy/taty".
Dzieci widzą smutek, depresję rodzica i czują się za te nastroje odpowiedzialne. "To moje zadanie, by mama poczuła się lepiej". Ta odwrócona zależność emocjonalna – dziecko udzielające emocjonalnego wsparcia rodzicom, zaniedbujące swoje potrzeby na rzecz okazania miłości i wsparcia rodzicom, ciągnie się najczęściej latami. W rezultacie gdy dziecko/ młody człowiek próbuje zaspokoić swoje potrzeby – ma silne poczucie winy. Jako dorośli osoby takie często wchodzą w toksyczne związki z osobami mającymi postawę roszczeniową – czyli stawiającymi wymagania, domagającymi się miłości i współczucia, lecz nie dającymi nic w zamian.

2) Dzieci przemocy
Wbrew popularnym wyobrażeniom rozwód stosowany jako środek przerwania przemocy w rodzinie to niewielki procent liczby rozwodów. Przemoc czasami związania jest z problemami psychologicznymi, częściej jest skutkiem popadnięcia przez jedno lub oboje małżonków w nałóg – np. alkoholizm. W wypadkach gdy przemoc miała miejsce wyłącznie między rodzicami, a więc dziecko nie było ofiarą, a tylko świadkiem przemocy, sądy nie ograniczają kontaktów rodzica z dzieckiem. W takiej sytuacji rozwód owszem, zabezpiecza maltretowanego dorosłego przed atakiem, jednak dziecko ma kontakt ze sprawcą przemocy. Ma on najczęściej poczucie krzywdy i zero poczucia winy, uważa że dążąca do rozwodu strona potraktowała go niesprawiedliwie i podjudza dziecko przeciw swej byłej ofierze. Jednocześnie dziecko wykorzystywane jest jako sojusznik, mający zmusić byłego małżonka do powrotu.  Wychowywane jest do nienawiści i pogardy.  Dorosłe dzieci  przemocy wymagają terapii by normalnie funkcjonować.
To co najbardziej przygnębiające to fakt, że nawet w takiej rodzinie dzieci marzą o tym, by tata i mama znów byli razem. 
Choć Judith Wallerstein oczywiście tego nie omawia – opisany przez nią problem pokazuje genialną intuicję Kościoła Katolickiego, który jasno określa – w przypadku przemocy w rodzinie dopuszczalna jest separacja małżonków. Jednak jej celem jest stworzenie osobie stosującej przemoc warunków do pracy nad sobą – podjęcia terapii, walki z nałogiem. Ostatecznym celem takiej separacji jest umożliwienie ponownego zejścia się małżonków – w uleczonej relacji. Tak naprawdę jest to jedyne rozwiązanie, które pomaga dziecku w uzdrowieniu tego, co straciło przez przemoc w rodzinie. To rozwiązanie daje dziecku jasny komunikat: nawet w sytuacjach z pozoru beznadziejnych można nad sobą pracować, wymaga to fachowej pomocy, ale jest możliwe.

3) Dziecko pozostawione sobie
Trzeci z popularnych schematów to sytuacja, gdy dziecko dotąd otoczone miłością (np. opieką pozostającej w domu mamy) zostaje jej całkowicie pozbawione. Mama idzie do pracy, wraca do domu wykończona i nie ma siły zajmować się dziećmi. Popada w depresję, lub w nerwowe poszukiwania nowego partnera. Rodzice mogą wejść też w ponowne związki, a ich dzieci z pierwszego małżeństwa stają się najczęściej "obywatelami drugiej kategorii". Judith Wallerstein była zdumiona odkrywając jak często dzieci z pierwszego małżeństwa zostają pozbawione nie tylko opcji rozwojowych w postaci np. płatnych zajęć pozalekcyjnych, lecz podstawowej opieki – np. pomocy w zadaniach domowych, dbania o regularne posiłki itp.  Rezultatem zaniedbania jest najczęściej (gdy dzieci z rozbitych rodzin wchodzą w okres dojrzewania)  wczesne rozpoczynanie współżycia seksualnego, angażowanie się w gangi, sięganie po alkohol i narkotyki.

4) Dzieci specjalnej troski
Z badań Wallerstein wynika, że w rozwodzących się małżeństwach występuje znacząca nadreprezentacja rodzin z dziećmi specjalnej troski – niepełnosprawnych, opóźnionych w rozwoju, przewlekle chorych itp. Nawet w rodzinach, w których małżonkowie rozwodzą się z przyczyn zupełnie z dziećmi nie związanych, dzieci mają poczucie, że to ich wina, że mogły coś zrobić by rozpadowi rodziny zapobiec... Dzieci specjalnej troski przeżywają to o wiele gorzej. One wiedzą że są przyczyną rozpadu rodziny.  Jest oczywiste, że opieka nad dzieckiem specjalnej troski jest ogromną, bardzo obciążającą psychicznie odpowiedzialnością i wiele osób nie potrafi dać sobie z tym rady. Jednak zamiast szukać zewnętrznej pomocy w opiece, uczyć się sprawniejszej organizacji opieki tak by mieć czas na swoje potrzeby niektórzy nie wytrzymujący napięcia rodzice wybierają ucieczkę od problemu – rozwód. W większości przypadków oznacza to dla dziecka regres. Do tej pory dzięki trosce rodziców mogło czynić postępy w rozwoju, nadrabiać rozwojowo deficyty. Rozwód niweluje dotychczasowe postępy.

5) Dziecko idealne
Ostatnim typem opisanym przez autorkę jest dziecko, które wydaje się dobrze sobie radzić z rozpadem rodziny. Grzeczne, ciche, pracowite, zdobywa dobre oceny w szkole, pogodne... Nie pije, nie pali, nie rozpoczyna wcześnie współżycia seksualnego... We wczesnych latach swych badań autorka prezentowała ten typ z dumą jako przykład sytuacji gdzie dbałość rodziców zapobiegła długoterminowym negatywnym skutkom rozwodu.
Okazało się, że jest to grupa dzieci z rozbitych rodzin, gdzie skutki rozwodu ujawniły się dopiero w dorosłości – w momencie, gdy same próbowały wchodzić w relacje romantyczne, próbowały stworzyć dojrzałą więź z drugą osobą.  "Seks z chłopakiem na którym mi zależy jest dla mnie trudny" – mówi jedna z badanych – "O wiele łatwiej jest mi  być z kimś, z kim nie mam poczucia bliskości. Jeśli mi na kimś zależy, to gdy to się kończy jestem smutna. Gdy seks jest tylko zabawą i nie ma nic wspólnego z miłością, nie mam problemu, dobrze mi z tym."2 Dokładniejsza analiza ujawniła, że "idealne dzieci rozwodu" nauczyły się izolowania uczuć i ich odrzucania. Ból, cierpienie związane z rozwodem rodziców i życiem po rozwodzie zostały wyparte. Dzięki temu dzieci takie intelektualnie rozwijały się bardzo dobrze – osiągając wysokie oceny, często robiąc imponujące kariery zawodowe. Jednak w strefie emocjonalnej byli martwi. Unikając bólu i cierpienia  unikają też innych silnych emocji – także pozytywnych. Rezultatem jest emocjonalna letniość nie pozwalająca na emocjonalne zaangażowanie.

Nie rozwód a życie po nim
Dokładniejsze zrozumienie skutków rozwodów przynosi lektura całości czterystustronicowej książki. Chciałabym jednak przybliżyć kilka szczególnie ważnych momentów sprawiających, że życie dziecka po rozwodzie rodziców jest tak trudne.

W sytuacji gdy jedno lub oboje rodziców wchodzą w kolejny związek przynosi dodatkowe obciążenie dla dziecka. Po pierwsze rozwodnikom zależy by drugi związek się nie rozpadł. Nie chcą przechodzić tego samego cierpienia po raz drugi. Okazuje się, że w stosunku do nowego partnera/partnerki są skłonni na o wiele dalej idące kompromisy niż wobec pierwszej żony/męża. W rezultacie gdy powstaje konflikt między potrzebami dziecka z pierwszego małżeństwa a potrzebami nowego partnera lub dzieci z nowego związku – z reguły wygrywa nowa rodzina. 

Prof. Walllerstein zauważyła też, że dzieci rozwodów nigdy same z siebie, spontanicznie nie opowiadały o zabawie, radościach, przyjaźniach... Najczęściej sądy starają się zapewnić dzieciom kontakt z obojgiem rodziców po rozwodzie. Rezultatem jest sytuacja kuriozalna – dziecko zmuszone jest spędzać z rodzicami więcej czasu niż dziecko w pełnej rodzinie! Dwunastolatka chce  iść na urodziny przyjaciółki. Nie może, gdyż jest to wyznaczony sądownie dzień spotkania z ojcem.  Dziesięciolatek zapisuje się do drużyny harcerskiej, jednak szybko z tego rezygnuje, gdyż co drugi tydzień jeździ do innego miasta do matki itp. Ciągle przerzucanie dziecka między dwoma domami powoduje, że nie ma czasu na rozwijanie przyjaźni z rówieśnikami. To nie tylko rozerwanie więzi z rodzicami, lecz zaburzenie tworzenia się naturalnych więzi z rówieśnikami.

"Inaczej niż dzieci, które straciły rodziców wskutek choroby, wypadku lub wojny, dzieci z rozbitych domów tracą potrzebny im wzorzec rodziny, ze względu na porażkę rodziców. Rozwodzący się rodzice mogą uznawać decyzję o zakończeniu małżeństwa za mądrą, odważną, najlepsze lekarstwo dla swojego poczucia nieszczęścia (i tak może być) lecz dla dziecka rozwód ma jedno przesłanie: rodzice ponieśli porażkę w jednym z centralnych zadań dorosłości.3" Jak wielokrotnie podkreśla autorka – nie jest ważne jak rozwód spostrzegają dorośli. Nawet w środowiskach gdzie rozwód jest normą, dzieci uważają rozpad małżeństwa rodziców za porażkę.  Nie zmieniają tego nawet specjalnie przygotowane warsztaty, na których dowiadują się, że to powszechne doświadczenie, że miliony dzieci są w tej samej sytuacji.  A najpoważniejszy tego efekt to wspólne dzieciom z rozbitych domów poczucie: "Nie ma czegoś takiego jak trwałe małżeństwo, porażka jest nieunikniona".  Jak przyznaje autorka – niektórym osobom udaje się w końcu uwierzyć w możliwość stworzenia trwałego związku, najczęściej dzieje się to jednak po wielu latach pracy, często po szeregu konkubinatów, czasem dopiero w drugim lub trzecim małżeństwie.

Rozwód rodziców uczy dzieci jeszcze jednego – konfliktów się nie rozwiązuje. Od konfliktów się ucieka. Typowym stanem emocjonalnym osoby z rozbitego domu jest paraliżujący lęk w obliczu konfliktu. Gdy dorósłszy osoby z rozbitych domów wchodzą w relacje romantyczne typową reakcją na złość drugiej osoby  jest ucieczka  i katastrofizacja: "Wiedziałem/am że to się wydarzy. To koniec, nasz związek się sypie". 

Skutkiem poczucia nieuchronności porażki jest też lęk przez posiadaniem dzieci. Rozumowanie jest następujące: "Skoro rozpad związku jest nieunikniony, a nikomu nie życzę by przeżywał to co ja jako dziecko, lepiej w ogóle nie mieć dzieci." Dwie trzecie osób z grupy badanej przez dr Wallerstein zdecydowało się na bezdzietność. Nie oznaczało to dla nich oczywiście celibatu, lecz antykoncepcję, a gdy ta zawodziła – aborcję. W części przypadków – wielokrotne aborcje.

Co zatem robić, gdy małżeństwo się sypie?
Nikogo nie da się zmusić do pozostawania w małżeństwie, w którym się źle czuje. Trzeba jednak postawić sprawę uczciwie – rozwód zawsze będzie uznaniem swoich potrzeb za ważniejsze od dobra dzieci.  Po drugie warto się zastanowić – czy rzeczywiście małżeństwa nie da się uratować. Ucieczka od problemów jest najłatwiejsza. A jednak przecież braliście ślub z miłości. Coś wyjątkowego było w waszej relacji – dlatego warto popracować nad jej uzdrowieniem. Być może za dużo jest w was bólu i zgorzknienia by pracowac nad sobą, iść na kompromis ze względu na dobro małżonka. Jednak może dobro dzieci będzie wystarczającą motywacją by nad sobą popracować? Chyba najważniejsze to zdać sobie sprawę, że nie musicie się z tym męczyć sami. Możecie i warto skorzystać z pomocy fachowców specjalizujących się w pomocy małżeństwom w kryzysie. To, co wam wydaje się przeszkodą nie do pokonania, może okazać się łatwiejsze do uzdrowienia, dzięki pomocy z zewnątrz.

Warto zobaczyć

 

Kontakt

FEZiP
ul. Konarskiego 6/4
61-114 Poznań

Fundacja w internecie

ShareThis Copy and Paste